Początków dziennikarstwa śledczego należy szukać w Stanach Zjednoczonych Ameryki. To właśnie tam ten rodzaj żurnalistyki miał swój początek, przeżywał rozkwit i, jak twierdzą co poniektórzy, przeżywa upadek.
Trzeba jednak mieć na uwadze, iż termin „dziennikarstwo śledcze” pojawił się znacznie później, aniżeli faktycznie wykonywana praktyka dziennikarska ujawniająca tajemnice.
Za prekursora tego rodzaju działalności uważa się Benjamina Harrisa z Bostonu. Postanowił on swego czasu wydawać gazetkę pod tytułem „The Public Occurrences: Both Foreign and Domestic”. Pierwszy numer ukazał się 25 września 1690 roku gdzie opisano torturowanie jeńców francuskich przez Indian w służbie Anglików. Był to pierwszy i zarazem ostatni periodyk, bowiem zaraz po jego upublicznieniu rząd nakazał cofnąć koncesję jak i zamknąć autora.
Kolejny przypadek ujawniania faktów niewygodnych władzy miał miejsce dopiero 44 lata później, kiedy to John Peter Zenger, drukarz z Nowego Yorku, ujawnił w „New York Weekly Journal”, korupcję w otoczeniu brytyjskiego gubernatora. Gazeta wykorzystywana była w sposób bezpardonowy do walki politycznej z owym gubernatorem, co doprowadziło do procesu w 1735 roku, w którym to Zengera oskarżono o zniesławienie. Jednym z obrońców oskarżonego był Andrew Hamilton, który podnosił, iż publiczne oskarżanie ludzi sprawujących władzę, o ile nie mija się z prawdą powinno być powodem chwały, a nie kary. Ława przysięgłych uznała oskarżonego niewinnym.
Wyrok ten był o tyle istotny, że w sposób precedensowy przesądzał o winie (a raczej w tym wypadku o jej braku) dziennikarzy, którzy poprzez gazetę atakowali ludzi odpowiedzialnych za sprawowanie władzy. Tym samym utworzono podwalinę dla wolności prasy, której ukoronowaniem była Pierwsza Poprawka do Konstytucji USA z 1791 roku.
Jednakże nawet pomimo zmian w Konstytucji USA, ujawnianie poprzez artykuły w gazetach tego co władza chciała ukryć napotykało na opór ze strony rządzących. Otóż po kilku artykułach w „Philadelphia Aurora and General Advertiser” wydawanego przez Benjamina Bache’a (wnuka Benjamina Franklina), będącego Republikaninem (a trzeba wiedzieć, iż ówczesna władza składała się z Federalistów), rząd wydał 14 lipca 1798 roku „the Alien and Sedition laws” („ustawa o cudzoziemcach i podburzaniu”), która miała karać każde słowne (czy to pisemne czy werbalne) „fałszywe, skandaliczne czy złośliwe treści wymierzone przeciw rządowi Stanów Zjednoczonych”. Doprowadziło to do wielu skazujących procesów, które pociągnęły za sobą falę niezadowolenia publicznego i w roku 1800 umożliwiły dojście Republikanów do władzy na czele z Tomaszem Jeffersonem. Od tego momentu można mówić o rozkwicie tej specyficznej formy dziennikarstwa w Stanach, skoncentrowanej na wykazywaniu nadużyć władzy państwowej choć nie tylko.
Nadanie konkretnej nazwy tej formie uprawiania dziennikarstwa było wynikiem kolejnej serii nieprzychylnych publikacji David’a Graham’a Philips’a, pod wymownym tytułem „The Treason of the Senate” w Cosmopolitanie, dotyczących polityków z otoczenia Prezydenta Stanów Zjednoczonych – Theodora Roosevelta. Podczas przemówienia z 1906 roku porównał on dziennikarzy do postaci muckraker’a z „Postępów pielgrzyma” autorstwa John’a Bunyan’a.
Słowo to jest zbitkiem dwóch słów: muck – bród oraz rake – grzebać co daje „grzebanie w brudach”. Niewątpliwie było to porównanie obraźliwe, wywołało wręcz niezadowolenie wśród dziennikarzy. Sam Roosevelt natomiast był podobno zachwycony swoim porównaniem, znany był bowiem z pewnego zamiłowania do dramaturgii. Mimo to owo określenie przyjęło się i do dnia dzisiejszego obowiązuje, chociaż jego znaczenie ma dziś pozytywne konotacje. Samo określenie „dziennikarstwo śledcze” natomiast zostało użyte po raz pierwszy przez Lincolna Steffena. Poczuł się on urażony słowami prezydenta i niejako zdradzony przezeń. To bowiem Steffan, wraz z wieloma innymi dziennikarzami śledczymi, przy pomocy swoich artykułów dotyczących poprzednich władz, przyczynili się do wyboru Theodora Roosvelta na prezydenta. Dlatego następnego dnia po przemówieniu powiedział prezydentowi: „tak oto położyłeś kres dziennikarstwu śledczemu, które cię stworzyło”. Tym samym pojęcia muckraker oraz investivigative journalism weszły do powszechnego użytku.
Pierwszy zastój w amerykańskim dziennikarstwie śledczym nastąpił w latach 1920 – 1965 czyli okresie przypadającym na Pierwszą i Drugą Wojnę Światową, Okres Międzywojenny oraz Zimnej Wojny. Nie oznacza to oczywiście, że dziennikarstwo wydobywcze nie miało w tym czasie miejsca, było ono jednak zmarginalizowane. Czytelnicy bardziej byli zainteresowani doniesieniami z frontu aniżeli nadużyciami władzy.
Po dłuższej stagnacji kolejny etap rozwoju dziennikarstwa śledczego nastąpił w latach 60, kiedy to pojawiły się pierwsze sprawozdania śledcze (investigative reporting). Natomiast prawdziwy rozkwit nastąpił w latach 70 w wyniku słynnej afery Watergate, gdzie dwóch reporterów The Washington Post - Bob Woodward oraz Carl Bernstein – ujawniło nadużycie władzy przez Prezydenta Nixona oraz jego otoczenie. Doprowadziło to w krótkim czasie do powstawania licznych stowarzyszeń reporterów śledczych.
Pierwsze z nich, Investigative Reporters and Editors, Inc. (IRE), powstało w 1975 roku założone przez Myrte Pulliam, Harley’a Bierce, Paul’a Williams’a oraz Ron’a Koziol. Drugie, Center for Investigative Journalism (CIR), powstało w 1977 roku.
Mówiąc o początkach i rozkwicie ze względów rzetelności wymaga też wspomnieć o (drugim) kryzysie. Dziś mówi się, iż dziennikarstwo śledcze w Ameryce przeżywa załamanie. Rzetelne dziennikarstwo śledcze wymaga silnego zaplecza finansowo – informatycznego. Ponieważ ostatnimi czasy postępuje tabloidyzacja życia publicznego, sprawia to, iż ludzie coraz mniej są zainteresowani nadużyciami, a bardziej skandalami moralnymi. Przerzuca się to na dofinansowanie poszczególnych rodzajów dziennikarstwa. Skoro więc bardziej opłacalne są plotki, to nie ma sensu inwestować w dziennikarstwo śledcze.
Ponadto można się pokusić o stwierdzenie konfliktu interesów. Bowiem często dziennikarze uzależnieni są finansowo od tych, przeciw którym mieliby pisać. To wszystko sprawia, że dziś pytanie o przyszłość dziennikarstwa śledczego w Stanach Zjednoczonych pozostaje otwarte. I chociaż wielu widzi problem, nikt nie kwapi się do debaty nad nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz