Światowy kryzys gospodarczy jaki zaistniał po upadku banku Lehman Brothers nie ominął również branży medialnej. Redukcje zatrudnienia, cięcia kosztów, problemy z płynnością finansową, a w najgorszych wypadkach zamknięcie redakcji. Wszystko tak, jak w większości innych firm.
A jednak nie sposób wyjść z założenia, że kryzys w świecie mediów zaczął się znacznie wcześniej i bynajmniej nie dotyczył on tylko problematyki finansowej. Nie jest to również wyłącznie kryzys dotyczący sfery technologicznej, gdzie Internet bezspornie wygrywa na polu szybkości dostarczanych informacji z telewizją, radiem i przede wszystkim prasą. Prasą, która wydaje się być w najgorszej kondycji ze wszystkich mediów.
Jednak problem dotyka także samego dziennikarstwa jako zawodu. Nierzetelne, nieprawdziwe bądź wyrwane z kontekstu informacje, sprowadzanie wiadomości do płaszczyzny emocji z pomijaniem meritum sprawy, to tylko jedne z wielu pozycji na liście zarzutów w stosunku do mediów.
Ponieważ można zaryzykować stwierdzenie, że wszędzie na świecie schemat rozwoju, świetności i upadku mediów wygląda podobnie, pozwolę sobie skoncentrować się na przykładzie Polski. Przypadku ciekawym o tyle, że widać tu w przyspieszonym tempie procesy zachodzące w innych krajach na przestrzeni wielu lat. Wynika to z prostej przyczyny, że polskie dziennikarstwo jest stosunkowo młode, nadal rozwijające się, a zarazem rzucone na głęboką wodę i zmuszone do zmagania się z problemami trawiącymi resztę świata.
Krótka historia mediów w Polsce
Media w Polsce niedawno obchodziły swoje dwudziestolecie. Dopiero bowiem w 1989r., podczas jednej z rozmów w Magdalence pod Warszawą, ustalono, że w Polsce zostanie zniesiona cenzura. Dzięki temu 11 kwietnia 1990 roku znowelizowano Prawo prasowe wprowadzając zapis „Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej”. Jeszcze tego samego dnia Sejm jednogłośnie zniósł cenzurę.
Początki oczywiście były trudne. Jak prowadzić redakcję, o czym, a może przede wszystkim o kim, pisać. Z czasem jednak media w Polsce zaczęły nabierać pewności siebie i 10 lat później już nie wahały się opisywać różnych afer, działań władzy czy biznesu na styku cienkiej granicy prawa i bezprawia.
Powstaje co raz więcej tytułów prasowych, a także powstają pierwsze telewizje prywatne. Mniej więcej na lata 1999 – 2006r. przypada okres rozwoju tak zwanego dziennikarstwa śledczego. Następuje wysyp pierwszo stronnicowych afer „Watergate”, które zweryfikowane przez sądy w latach 2007- 2009r. okazują się zwykłymi paszkwilami.
Następnie mamy lata 2005 – 2007r. mocny podział społeczeństwa, ze względu na ówczesną władzę, a co za tym idzie nastąpił podział świata mediów często przekształcający się w otwartą wojnę między redakcjami.
W końcu lata 2008 – 2009r. światowy kryzys gospodarczy, który nie omija Polski.
Problemy prasy
Problemy prasy w stosunku do radia i telewizji wydają się być szczególne, a światowy kryzys je tylko dobitnie uwidocznił. Internet zrobił to, czego nie były wstanie uczynić radio i telewizja. Zmusił prasę do defensywy. Nastąpiło niesamowite zintensyfikowanie napływu informacji. Co minutę jesteśmy informowani o najnowszych zdarzeniach, które miały miejsce na świecie. Gazeta nie ma szans, by dokonywać tego na bieżąco. Już wprowadzenie radia i telewizji doprowadziło do rezygnacji z wydań tak zwanych wieczornych gazet.
Na podstawie powyższego niewątpliwie widać problem „technologiczny” prasy, jakim jest szybkość przekazu informacji jak również problemy logistyczne jakie by się z tym ewentualnie wiązały. Dodatkowo należy dodać zmianę pokoleń. Skoro dzisiejsza młodzież jest w stanie uzyskać informacje na dowolny temat z dowolnego miejsca na ziemi (w którym jest Internet) to po co ma czytać gazety?
Rodzi się zatem pytanie, jaki jest sens kupowania codziennej gazety, skoro informacje w niej zawarte są już „nieaktualne”? Przekłada się to, na zmniejszenie sprzedaży nakładu gazety co prowadzi w konsekwencji do dalszych problemów. W Polsce ten czynnik jest dodatkowo odczuwalny w wyniku spadku czytelnictwa w ogóle. Według badań większość Polaków preferuje telewizor nad słowo pisane.
Spadek sprzedaży gazet pociąga za sobą kolejne konsekwencje. Mniejsza ilość odbiorców sprawia, że reklamodawcy przestają być zainteresowani dalszym zamieszczaniem reklam. Tu należy zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze kryzys nie uniknął również rynku reklam, co za tym idzie chęć zamieszczania reklam w prasie spadła. Drugą rzeczą jest naturalne poszukiwanie jak największej ilości odbiorców, do których może dotrzeć, za mniejszą cenę. Powierzchnia reklamowa w gazecie może kosztować nawet 2.5 razy więcej niż w Internecie. To z kolei przekłada się na mniejsze wpływy wydawnictwa i konieczność szukania ich gdzie indziej. Najlepszymi sposobami od wieków jest reorganizacja redakcji, czyli zwykła redukcja zatrudnienia, oraz zwiększenie ceny egzemplarzowej.
Ponieważ zazwyczaj bardziej się opłaca zwolnić doświadczonego dziennikarza, który jest zatrudniony na umowę o pracę (czyli prócz wynagrodzenia trzeba mu opłacać stosowne składki na ubezpieczenie lekarskie oraz emeryturę) niż młodego, niedoświadczonego i pozbawionego warsztatu dziennikarza, w konsekwencji może to sprzyjać znacznemu osłabieniu jakości zawartych w nim tekstów. Dobrze obrazuje to przykład „dziennikarki”, która pisząc tekst zamiennie używała słowa Libia i Liban. Nie budzi wątpliwości, ze spadek jakości może pociągnąć za sobą dodatkowe zmniejszenie zainteresowania taką gazetą i w konsekwencji kolejny spadek sprzedaży.
Taki sam rezultat może wyniknąć w przypadku podwyższenia ceny egzemplarzowej gazety, chociaż w mniejszym zakresie. Tym samym powstaje efekt zamkniętego koła.
Ze zwiększeniem sprzedaży egzemplarzowej w Polsce gazety próbowały sobie poradzić między innymi poprzez niską politykę cenową. „Dziennik Polska Europa Świat” (kiedyś Axel Springer, dziś Infor) wchodząc na rynek i chcąc odebrać czytelników „Gazecie Wyborczej” zaatakował ceną 1zł (w tym czasie „Gazeta Wyborcza kosztowała 2 zł.). Doprowadziło to do upadku projektu „Dziennika”, który ostatecznie połączył się z inną gazetą („Gazetą Prawną”) i dziś ukazuje się w postaci „Dziennik Gazeta Prawna”.
Poza polityką cenową wysokość nakładu starano się utrzymać za pomocą prenumeraty. Pozwalało to na związanie czytelnika z gazetą na dłuższy okres czasu, w zamian dostawał on gazetę nawet o 75 % tańszą niż w kiosku. Wydawcy do nakładu dodawali również te egzemplarze, które trafiały do pociągów, samolotów, a nawet do Mc’Donalda. Sporą popularnością cieszyło się również dodawanie różnego rodzaju upominków do gazet – zazwyczaj płyt cd z muzyką bądź filmami.
Podobny sposób przyciągania klienta mają czasopisma odzieżowe, choć nie tylko – czasopisma budowlane też tak robią, zamieszczają one kupony rabatowe do wykorzystania w poszczególnych sklepach. Takie czasopismo ma zwiększoną sprzedaż, a sklep zwiększone obroty. W wielu przypadkach jednak taki czytelnik nie jest czytelnikiem stałym, a jego zainteresowanie kończy się wraz z wyciągnięciem kuponu.
Czy zatem mając na uwadze co powyższe i biorąc pod uwagę, że kryzys finansowy tylko nasilił te zjawiska, można uznać, iż rynek prasowy odejdzie do lamusa? Wydaje się, że nie.
Rzeczywiście wiele gazet codziennych zdało sobie sprawę z faktu, że trend spadkowy jest nieunikniony i nawet koniec kryzysu go nie powstrzyma. Spowodowało to, że w wielu krajach redakcje zaczęły uciekać do Internetu, gdzie koszta są o wiele mniejsze. Kolejny krok zrobił „The New York Times” który zamierza udostępniać swoje informacje odpłatnie.
Możliwe jest jednak jeszcze takie rozwiązanie, gdzie gazeta staje się dobrem luksusowym ewentualnie jest drukowana na życzenie. To ostatnie rozwiązanie jest już możliwe w Niemczech w Hamburgu. W specjalnym kiosku można sobie wydrukować w zasadzie dowolną gazetę ze świata.
Gdyby nawet jednak gazeta codzienna się nie utrzymała, to wydaje się, że tygodniki polityczne, prasa fachowa czy plotkarska jeszcze długo może się utrzymać. Tygodniki będą musiały się jednak dostosować w ten sposób, że postawią na rozwiniętą publicystykę (niewykluczone, że zrobią tak również gazety codzienna, utrzymując się tym samym na rynku). Funkcja informacyjna zejdzie na boczny tor, a prym zaczną wieść funkcja opiniotwórcza – czyli kształtowania poglądów społeczeństwa na sprawy dla niego istotne – oraz funkcja łącznika społeczeństwa z władzą.
Prasa fachowa co do zasady ma niezmienną ilość odbiorców, co za tym idzie nie mają dla czytelników znaczenia skoki cenowe, które w takim wypadku są mało odczuwalne (zmiana ceny gazety codziennej o 50 gr. daje w ciągu miesiąca stratę w wysokości ok. 15 zł miesięcznie. Wzrost ceny dajmy na to dwutygodnika nawet o 5zł daje ubytek w budżecie domowym w wysokości 10 zł.). Straty w tym przypadku dotyczą bardziej zmniejszenia się aktywności rynku reklamowego wynikającego z kryzysu.
Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden dość istotny aspekt. Dziś trudno sobie wyobrazić redakcję prasową, która nie posiadałaby swojej strony internetowej. Często informacje w internetowym wydaniu są bardziej rozbudowane od tych w wydaniu papierowym. Jeżeli zatem gazety codzienne wycofają się tylko do Internetu to czy jednak nie będzie to bardziej na zasadzie postępu?
Dodatkowo zwróćmy uwagę, że ostatnio dużo mówi się o urządzeniu zwanym „Kindle”. Jest to przenośne urządzenie do czytania e-booków, wprowadzone przez firmę Amazon.com na rynek amerykański w listopadzie 2007 roku. Jednakże prócz książek, ze strony amazon.com można ściągać również aktualne wydania coraz większej ilości gazet. Warto dodać, że nie jest to jedyne takie urządzenie na świecie, powstaje ich co raz więcej, a zatem niedługo będzie ogólnodostępne. Jest to kolejny krok na drodze do rezygnacji z papieru.
Zauważmy, że w zależności od słowa, poszerzanie bądź zawężanie się jego znaczenia jest procesem naturalnym. Może zatem dojść do sytuacji, gdzie „gazeta codzienna” tak naprawdę będzie się odnosiła do informacji dostarczanych codziennie, bez względu na rodzaj nośnika informacji. Tak jak do tej pory nośnikiem informacji jest papier, tak teraz byłyby nim nowe urządzenia.
Powyższe potwierdza bardzo szybki rozwój rynku internetowego poprzez jego dostosowywanie do telefonii komórkowej. Przeglądanie wiadomości na smartphonach czy nawet „zwykłych” komórkach nie jest dziś już niczym nadzwyczajnym. Jest to szansa na dotarcie do młodszego pokolenia, dla którego notepady oraz smartphony są czymś naturalnym. Prawa rynku są bezwzględne i kto nie chce zginąć musi się dostosować.
Zatem „koniec” gazet, nawet w papierowym wydaniu, wcale nie jest przesądzony, istnieje całkiem spore pole do popisu problemem jest tylko jego umiejętne wykorzystanie.
Problem Tabloidyzacji mediów
Większym problemem dla świata mediów wydaje się ich tabloidyzacja, bynajmniej nie sprowadzająca się tylko do prasy, chociaż od niej pochodząca. Powyżej pisałem o tym, że ogólnie poczytność gazet spada oraz podałem powody takiego stanu rzeczy. Temu schematowi niejako wymykają się tabloidy. Są jednymi z niewielu gazet, które utrzymały ilość sprzedanych egzemplarzy na podobnym poziomie jak przed kryzysem, pomimo podniesienia ceny, redukcji zatrudnienia itp.. To samo tyczy się prasy plotkarskiej. Dlaczego?
Można pokusić się na odpowiedź, że jest to wyrazem popytu społeczeństwa na to „dobro”. W samej Polsce „Fakt” miał nakład większy o prawie 100tyś egzemplarzy od opiniotwórczej gazety, jaką jest „Gazeta Wyborcza”. Skoro więc taka treść ma większą sprzedaż, to zapewne jej przeniesienie do telewizji również zwiększy oglądalność.
Najlepszym tego przykładem jest wysoka popularność takich programów jak „Big Brother”, „Idol”, „Mam talent” czy „Taniec z gwiazdami”, które nie niosą za sobą tak naprawdę żadnych wartości, a ostateczny wynik zależy tak naprawdę nie od umiejętności ale od osobistych upodobań widzów.
Z drugiej strony mamy serwisy informacyjne, które mają spadającą oglądalność. Zatem żeby przyciągnąć widza, również, zdawałoby się, ambitne programy telewizyjne zaczynają iść bardziej w kierunku sensacyjności, emocji i „show” niż „zwyczajnego” informowania widzów.
Warto jednak zauważyć, że tabloidyzacja mediów bardziej dotyczy telewizji i gazety codziennej. Jest mniejsza w stosunku do tygodników oraz czasopism fachowych oraz do radia. W przypadku tygodników opinii szybkość pozyskiwania informacji nigdy nie była priorytetem, bardziej chodziło o rzetelną informację i pogłębioną analizę.
Dodatkowo mediom wyrosła konkurencja w postaci tak zwanego „dziennikarstwa obywatelskiego”. Sprzyja temu, tyle razu już przywoływany, rozwój Internetu, gdzie każdy może mieć swojego bloga, fonologa czy videobloga, zamieszczać własne filmiki na youtube i wiele innych. Kilka redakcji próbuje wykorzystać „potencjał” obywateli, jednak z różnym skutkiem. Tylko nasuwa się pytanie, czy gdy każdy może być dziennikarzem to czy nie wpłynie to na samo dziennikarstwo? Na zasadzie kontrastu można zapytać, czy gdyby wszyscy mogli nagle zostać „lekarzami obywatelskimi”, to czy liczba chorych by wzrosła, czy też mogłoby się wydarzyć coś zgoła innego?
Kolejnym problemem jest sposób prowadzenia dziennikarstwa. Sposób w jaki uzyskiwane są informacje, ich weryfikacja, podanie do publicznej wiadomości – wszystko to ostatnio pozostawia wiele do życzenia tak pod względem etycznym jak i niestety prawnym. Widać to w szczególności na przykładzie dziennikarstwa śledczego, które powinno cechować się szczególnego rodzaju starannością i dokładnością. Natomiast w samej Polsce na przestrzeni kilku ostatnich lat mamy okazję przyglądać się powstawaniu pewnej karykatury dziennikarstwa. Wielkie wyobrażenie o sile tego rodzaju żurnalistyki wynikało z mitu „Afery Watergate” gdzie dwoje dziennikarzy doprowadziło do obalenia prezydenta. Dziś dochodzi natomiast do sytuacji, gdzie śledztwo jest wymyślone od początku do końca, bądź kompletnie nierzetelne. Trudno do końca dociec co jest przyczyną takiego załamania się standardów. Wydaje się jednak, że zawsze tam gdzie trafiają nieodpowiedni ludzie dochodzi do nadużyć.
Trochę inaczej widzi to prof. Stephen Russ – Mohl w art. „Błędne Koło” Werbewoche, nr 43, Grudzień 2004. Shleifer z Uniwersytetu Harvarda, uważa, że przyczyną niskiej jakości dziennikarstwa jest kapitalizm, a dokładniej mówiąc wolny rynek. Ponoć na podstawie przeprowadzonych obserwacji okazało się, że ludzie konkurując ze sobą by osiągnąć zamierzony cel, coraz dalej przesuwają granicę w dopuszczalnych działaniach. Coś co kiedyś było nie do pomyślenia, nie tylko jako nieetyczne ale wręcz bezprawne, dziś zaczyna stawać się powszechne.
Dochodzi więc do sytuacji, w których postępowanie etyczne staje się drogie i nieopłacalne, co ostatecznie doprowadza do uprawiania mniej profesjonalnego dziennikarstwa, pozbawionego w dodatku oparcia w etyce.
Jako pocieszenie ma natomiast działać fakt, iż im bogatsze staje się społeczeństwo tym większa wola płacenia za postępowania etyczne. Powoduje to bowiem, że sankcje tak moralne jak i prawne działają o wiele lepiej w państwach zamożniejszych.
Na tej podstawie Russ – Mohl stawia pytanie, czy standardy etyczne w mediach są dobrem luksusowym i kiedy jesteśmy gotowi za nie płacić. Czy tylko w okresie dobrobytu?
Jego pytanie zostało zadane 5 lat temu, wydaje się jednak nadal aktualne. Czy i ile jesteśmy bowiem gotowi zapłacić? Czy dzięki temu dziennikarstwo odzyska swój prestiż? Możliwe. Tylko, że wtedy jakże smutnym wydaje się stare powiedzenie, że „pieniądz rządzi światem”.
W pamięci warto mieć jednak również fakt, że w momencie osiągnięcia dna można się już tylko odbić. Koniec kryzysu pokarze, w którym kierunku pójdzie dziennikarstwo. Pamiętać jednak musimy, że jeżeli dziennikarstwo nie odzyska swojego „blasku” to będzie to również nasza wina. Media spełniają tylko nasze zachcianki.